Zakon drzewa pomarańczy (Samantha Shannon)

Nieskuszona zupełnie tytułem (choć jest piękny) sięgnęłam po Zakon drzewa pomarańczy, bo… ktoś napisał, że jest tam dobra reprezentacja. Zaskoczyło mnie to. Nie dlatego, że jest bardzo źle z reprezentacją mniejszości w fantastyce, bo jest coraz lepiej, ale dlatego, że naprawdę bardzo rzadko widzę, żeby coś było tak po prostu chwalone. Czytaj dalej Zakon drzewa pomarańczy (Samantha Shannon)

Trawa (Sheri S. Tepper)

Nie wiem, czego spodziewałam się po Trawie, zważywszy że sama trawa mnie zaskoczyła. Chyba metafory. Tymczasem tytułowa Trawa jest planetą porośniętą, cóż, trawą, a raczej jej niezliczonymi rodzajami, od niskich w kolorach tęczy po kilkumetrowe, z których łodyg można konstruować solidne budynki. Jak w każdej trawie, i tutaj coś się czai.

Czytaj dalej Trawa (Sheri S. Tepper)